W drodze do Słonecznego Brzegu - Bułgaria
- Krzysztof Jankowski

- 22 sie 2025
- 1 minut(y) czytania
Zaczęło się w Ruse – mieście nad Dunajem, które wygląda, jakby ktoś zatrzymał zegar trzy dekady temu. Kamienice pamiętają czasy świetności, ale farba dawno się łuszczy, a bruk chrzęści pod butami jak wspomnienie PRL-u. Spacer główną aleją to podróż w czasie – niestety, w jedną stronę.

Wyjazd z miasta szybko przypomina, że bułgarska infrastruktura drogowa poza głównymi trasami jest… symboliczna. Wąska szosa, popękany asfalt, czasem brak pobocza, a znaki drogowe wyglądają, jakby były tu od pierwszego dnia po zmianie ustroju. Miejscami jedziesz tak wolno, że masz wrażenie, iż rowerzysta by cię wyprzedził.
Mijane wioski sprawiają wrażenie uśpionych – kilka sklepów, zardzewiały przystanek, życie toczy się swoim rytmem. Ale przyroda nadrabia – złote pola, wzgórza na horyzoncie, zapach letnich łąk.

I nagle, jakby ktoś przełączył kanał – Słoneczny Brzeg. Nowoczesne hotele, szerokie ulice, promenada pełna ludzi. Widać, że tu płynie inny strumień pieniędzy i energii. Kilka kroków dalej – Nessebar, z kamiennymi uliczkami i widokiem na morze, który zapiera dech.

Pojechałem jeszcze do Burgas – czysto, nowocześnie, z portem i deptakiem, którym można spacerować godzinami. A w Sozopolu czas zwalnia. Drewniane domy nad klifem, zapach smażonej ryby, dźwięk fal rozbijających się o skały.

Podróż przez Bułgarię to trochę jak huśtawka – z jednej strony drogi i miasta, które zatrzymały się w czasie, z drugiej – miejsca, gdzie wszystko żyje, rośnie i przyciąga. I choć trasa bywa męcząca, gdy stoisz na plaży Słonecznego Brzegu, patrząc na złoty piasek, wszystkie te dziury w drodze przestają mieć znaczenie.




Komentarze